Jak pewnie zauważyliście z przyjściem Oli przyszły i zmiany na naszym blogu ;D
Ola zrobiła nowy nagłówek :D Ja dodałam kursor i trochę zmieniłam muzykę c;
Dzisiaj nie mam o czym pisać, jakoś tak brak weny. Może Oli się będzie nudziło to coś napisze, nie wiem.
Z braku weny odpowiem Wam na spam. A więc na pocztę przyszło mi sporo wiadomości, żebym wstawiła jeszcze jakiś rozdział z książki. Nie wiem czemu spam z MSP przenieśliście mi na e-maila ale w sumie to i lepiej, bo mi tak gra nie zamula xD
No to wstawię ten fragment. Jest on z samiusieńkiego początku książki. Ale to już ostatni, bo w sumie większa część tej książki jest bez sensu. To pewnie dlatego że piszę dla siebie, a nie dla kogoś.
Jakby ktoś jeszcze chciał, to mogę napisać mu na GG jakiś fragment albo coś. Tylko błagam nie spamujcie mi już ;c
51810513 <.< mój numer GG. Chcecie to zapraszajcie.
" Lato było jak każde inne w małym miasteczku na zachodzie. Sklepy pozamykane, na ulicach pustki. Był to czas kryzysu. Wszystko zaczęło się kilka lat temu, gdy władzę objął niejaki pan Hammey. Pochodził z USA. Niewiarygodnie mściwy, podły, sadystyczny typ. Katował ludzi, zmuszał mieszkańców miasta do ciężkich prac. Wiele dzieci w ostatnim czasie umarło z przemęczenia i głodu. Pan Hammey nie umiał sam na siebie zarobić, pozakładał więc obozy pracy w których ludzie wykonywali wszystkie czynności za niego. Wielu chorowało w tym czasie na Czarną Śmierć (Dżumę). Miasto nękały plagi szczurów, które przenosiły te śmiertelną chorobę. Ludzie, jeśli nie umarli z głodu, umierali na dżumę. W obozach pracy harowano bez przerwy, ponieważ ludzi było coraz mniej. Nikt nie śmiał się sprzeciwić, groziło to bowiem śmiercią. Bolesną, powolną śmiercią. Kilka osób uciekło z miasta, Hammey jednak osobiście dopilnował aby wrócili. Wysłał pościg za uciekinierami. Nim odnaleziono zbiegów, ci zdążyli zawiadomić odpowiednie służby. Nikt nie podejrzewał że w miasteczku może dziać się taki horror. Nazajutrz kilka osób ubranych w kaftany bezpieczeństwa z broniami w rękach przeszło przez mury miasta. Mieszkańców wzięto na kwarantanne. Wielu nie przeżyło epidemii dżumy, było za późno na jakiekolwiek próby leczenia. Ci którzy przeżyli udali sie na południe w poszukiwaniu schronienia. Jednak Hammey nie skończył jeszcze tego koszmaru. Postanowił działać dalej pod fałszywym nazwiskiem. Wyjechał na północ, i tyle go widziano. Niestety małe miasteczko na zachodzie nie zaznało spokoju. Nie było tam bowiem mieszkańców, a zarażone dżumą szczury czekały na turystów którzy, nieświadomi zagrożenia, przychodzili obejrzeć opuszczone miasto."
Jest to tylko początek książki. Opisuje on co działo się w miasteczku, ale bardzo nieszczegółowo. W innych rozdziałach o wiele ciekawiej i z wieloma szczegółami opisany jest cały ten terror.
Wiem, że ten fragment jest długi, ale wstawiłam od razu cały rozdział (tak jak prosiliście). Więcej mogę napisać na GG albo na poczcie ( mój email : Nikaxd0@wp.pl)
Nie spamujcie mi już, na bloga więcej nie wstawie (:
Pozdrawiam ;**

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz